Czy wrocławski szpital im. Korczaka łamie zasady spisane w karcie praw dziecka?
W szpitalu im. Korczaka przy Kasprowicza rodzice są zmuszani do płacenia za “dobę hotelową”, jeśli chcą nocą towarzyszyć swoim chorym dzieciom. Nawet gdy nie korzystają z łóżka. Tymczasem europejska karta praw dziecka wyraźnie stanowi, że rodzicom należy stworzyć warunki do przebywania z dziećmi i że nie powinni oni ponosić za to żadnych kosztów. W Korczaku nawet za siedzenie na krześle bierze się 10 złotych.
- Kilka dni temu trafiłam z córką do szpitala im. Korczaka – opowiada matka, która prosi o anonimowść. – Dla dziecka nie było małego łóżka, pielęgniarka zaproponowała, że jeżeli chcę zostać z córką na noc, to mogę spać z nią w dużym łóżku. Zgodziłam się. Przespałam tak trzy noce i zapłaciłam za nie trzydzieści złotych. Obok mnie była matka, której nie było stać na zapłacenie za łóżko. Całą noc spędziła na krześle, ale i tak musiała za to zapłacić.
Na oddziale ogólnopediatrycznym na tablicy ogłoszeń, obok informacji o opłatach za noc spędzoną przy dziecku na osobnym łóżku (20 zł za pierwsza i 15 za kolejne noce), wisi aneks o treści: “Osoby przebywające z dzieckiem w szpitalu przez całą dobę i nie korzystające z odrębnego łóżka ponoszą odpłatność w wysokości 10 złotych za dobę”. Na tej samej tablicy wisi też europejska karta praw dziecka, która stwierdza, że “pobyt rodziców w szpitalu nie powinien narażać ich na dodatkowe koszty lub utratę dochodów.”
Rodziców nie stać
- Jeżeli rodzic chce być przy dziecku całą dobę, musi za to zapłacić. Dostaje osobne łóżko, a w cenę wliczona jest pościel, media, czyli korzystanie z prądu i wody – tłumaczy Wanda Poradowska-Jeszke, dyrektor szpitala im. Korczaka. Przecież toaletę po matce też ktoś musi umyć.
Głównie z powodu opłat czworo na dziesięcioro dzieci ma przy sobie mamę lub tatę.
- Pewnie wynika to z możliwości finansowych rodziców – przyznaje dyr. Poradowska-Jeszke. – Nie wszystkich na to stać, ale nie mamy wyjścia, bo Narodowy Fundusz Zdrowia nam niczego nie refunduje.
- Jestem w szpitalu już ponad czterdzieści dni i płacę za każdą noc – mówi Agata Jach, matka 13-miesięcznego Maćka, który cierpi na padaczkę. – Wolałabym nie płacić, ale co mam zrobić? Chcę być ze swoim dzieckiem. Maciuś choruje dużo i często jestem z nim w szpitalu. Zostawiliśmy już tutaj ogromne pieniądze.
Pokój za 10 złotych
W klinice hematologii przy ul. Bujwida rodzice również płacą, ale nie za to, że siedzą przy dzieciach, ale za noclegi w osobnym łóżku lub w jednym z mieszkań, którymi zarządza fundacja “Na ratunek dzieciom z choroba nowotworową”. Nocleg w obu przypadkach kosztuje 10 złotych.
- Mamy dwa mieszkania własnościowe na ulicy Grunwaldzkiej, a trzy dzierżawimy od miasta na ulicy Szczytnickiej – mówi Adam Opyrchał, szef fundacji. – W sumie 14 pokoi dla rodziców, w których jest pełne wyposażenie, począwszy od sztućców aż po pralkę i lodówkę.
Adam Opyrchał tłumaczy, że kwota, która fundacja pobiera za pobyt w mieszkaniu, pozwala zaledwie na opłacenie mediów. – Nie chcemy bardziej obciążać rodziców – tłumaczy. – Nie wyobrażam sobie pobierania opłat za czuwanie przy dziecku na krześle. To skandal.
- Bliskość rodziców bez wątpienia pomaga dziecku szybciej wrócić do zdrowia – mówi Małgorzata Sadowy-Piątek, rzecznik praw pacjenta. – Trzeba im to ułatwiać i opłata za ich pobyt nie powinna być pobierana, tym bardziej za czuwanie na krześle. Jeżeli taki rodzic zgłosi się do mnie, to natychmiast się tym zajmę.
W legnickim szpitalu rodzice nie mają możliwości korzystania z osobnego łóżka, ale mogą całą dobę bezpłatnie przebywać na terenie placówki. – Nie mamy warunków na osobne miejsca – tłumaczy Mirosław Gibek, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy. – Ale mogą być cały czas przy dziecku i nie płacić za to, bo obejmuje to karta praw dziecka.
Autor artykułu: Barbara Jaworska