Archive for the ‘Archiwa ze Snów Polskich’ Category

10 złotych za krzesło

Tuesday, November 25th, 2003

Czy wrocławski szpital im. Korczaka łamie zasady spisane w karcie praw dziecka?

W szpitalu im. Korczaka przy Kasprowicza rodzice są zmuszani do płacenia za “dobę hotelową”, jeśli chcą nocą towarzyszyć swoim chorym dzieciom. Nawet gdy nie korzystają z łóżka. Tymczasem europejska karta praw dziecka wyraźnie stanowi, że rodzicom należy stworzyć warunki do przebywania z dziećmi i że nie powinni oni ponosić za to żadnych kosztów. W Korczaku nawet za siedzenie na krześle bierze się 10 złotych.

- Kilka dni temu trafiłam z córką do szpitala im. Korczaka – opowiada matka, która prosi o anonimowść. – Dla dziecka nie było małego łóżka, pielęgniarka zaproponowała, że jeżeli chcę zostać z córką na noc, to mogę spać z nią w dużym łóżku. Zgodziłam się. Przespałam tak trzy noce i zapłaciłam za nie trzydzieści złotych. Obok mnie była matka, której nie było stać na zapłacenie za łóżko. Całą noc spędziła na krześle, ale i tak musiała za to zapłacić.
Na oddziale ogólnopediatrycznym na tablicy ogłoszeń, obok informacji o opłatach za noc spędzoną przy dziecku na osobnym łóżku (20 zł za pierwsza i 15 za kolejne noce), wisi aneks o treści: “Osoby przebywające z dzieckiem w szpitalu przez całą dobę i nie korzystające z odrębnego łóżka ponoszą odpłatność w wysokości 10 złotych za dobę”. Na tej samej tablicy wisi też europejska karta praw dziecka, która stwierdza, że “pobyt rodziców w szpitalu nie powinien narażać ich na dodatkowe koszty lub utratę dochodów.”

Rodziców nie stać

- Jeżeli rodzic chce być przy dziecku całą dobę, musi za to zapłacić. Dostaje osobne łóżko, a w cenę wliczona jest pościel, media, czyli korzystanie z prądu i wody – tłumaczy Wanda Poradowska-Jeszke, dyrektor szpitala im. Korczaka. Przecież toaletę po matce też ktoś musi umyć.
Głównie z powodu opłat czworo na dziesięcioro dzieci ma przy sobie mamę lub tatę.
- Pewnie wynika to z możliwości finansowych rodziców – przyznaje dyr. Poradowska-Jeszke. – Nie wszystkich na to stać, ale nie mamy wyjścia, bo Narodowy Fundusz Zdrowia nam niczego nie refunduje.
- Jestem w szpitalu już ponad czterdzieści dni i płacę za każdą noc – mówi Agata Jach, matka 13-miesięcznego Maćka, który cierpi na padaczkę. – Wolałabym nie płacić, ale co mam zrobić? Chcę być ze swoim dzieckiem. Maciuś choruje dużo i często jestem z nim w szpitalu. Zostawiliśmy już tutaj ogromne pieniądze.

Pokój za 10 złotych

W klinice hematologii przy ul. Bujwida rodzice również płacą, ale nie za to, że siedzą przy dzieciach, ale za noclegi w osobnym łóżku lub w jednym z mieszkań, którymi zarządza fundacja “Na ratunek dzieciom z choroba nowotworową”. Nocleg w obu przypadkach kosztuje 10 złotych.
- Mamy dwa mieszkania własnościowe na ulicy Grunwaldzkiej, a trzy dzierżawimy od miasta na ulicy Szczytnickiej – mówi Adam Opyrchał, szef fundacji. – W sumie 14 pokoi dla rodziców, w których jest pełne wyposażenie, począwszy od sztućców aż po pralkę i lodówkę.
Adam Opyrchał tłumaczy, że kwota, która fundacja pobiera za pobyt w mieszkaniu, pozwala zaledwie na opłacenie mediów. – Nie chcemy bardziej obciążać rodziców – tłumaczy. – Nie wyobrażam sobie pobierania opłat za czuwanie przy dziecku na krześle. To skandal.
- Bliskość rodziców bez wątpienia pomaga dziecku szybciej wrócić do zdrowia – mówi Małgorzata Sadowy-Piątek, rzecznik praw pacjenta. – Trzeba im to ułatwiać i opłata za ich pobyt nie powinna być pobierana, tym bardziej za czuwanie na krześle. Jeżeli taki rodzic zgłosi się do mnie, to natychmiast się tym zajmę.
W legnickim szpitalu rodzice nie mają możliwości korzystania z osobnego łóżka, ale mogą całą dobę bezpłatnie przebywać na terenie placówki. – Nie mamy warunków na osobne miejsca – tłumaczy Mirosław Gibek, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy. – Ale mogą być cały czas przy dziecku i nie płacić za to, bo obejmuje to karta praw dziecka.

Autor artykułu: Barbara Jaworska

Hyundai podejmie decyzję później

Tuesday, November 25th, 2003

Dolny Śląsk ma szansę na ogromną inwestycję koreańskiego producenta aut

Dopiero za tydzień Hyundai wybierze dwa najlepsze miejsca pod budowę swojej nowej fabryki. Polska rywalizuje o tę inwestycję z Czechami, Słowacją i Węgrami. W naszym kraju Koreańczykom zaproponowano działkę na Dolnym Śląsku.

Jak podała wczoraj Polska Agencja Prasowa, koncern Hyundai Motor dokona wyboru dwóch najlepszych miejsc pod nowe zakłady w Europie środkowowschodniej w pierwszym tygodniu grudnia. PAP poinformował o tym minister gospodarki Słowacji Pavol Rusko.
Wcześniej podawano, że Koraeańczycy mogą ogłosić finalistów po 20 listopada. Tę informację potwierdzał także wicepremier Jerzy Hausner podczas piątkowego spotkania biznesmenów i polityków w Krzyżowej.
W nowych zakładach ma być montowanych rocznie co najmniej 300 tysięcy samochodów, a zatrudnienie znajdzie w nich od 3,5 do 4 tysięcy osób.
Według informacji niektórych źródeł, największe szanse na wybór przez Hyundaia mają Czechy, które oferują strefę przemysłową w Zatec. Dolny Śląsk proponuje teren w podwrocławskich Kobierzycach oraz w podlegnickiej miejscowości Krzywa. Marszałek naszego województwa zaproponował, że jeśli inwestor wybierze naszą propozycję, to samorząd przeznaczy 20 mln złotych na wyszkolenie kadr do nowej fabryki.
Hyundai podał, że ostatecznego wyboru miejsca dokona najpóźniej do połowy 2004 roku. Do grudnia 2004 roku ma się rozpocząć budowa nowej fabryki koncernu.

Autor artykułu: Tomasz Bonek

Winni mogą być koledzy

Saturday, November 22nd, 2003

WAŁBRZYCH Spalił się przy naprawie gazociągu

Dwóm pracownikom wałbrzyskiego zakładu gazowniczego prokuratura postawiła wczoraj zarzuty nieumyślnego spowodowania śmierci kolegi. Do wstrząsającego wypadku doszło w czwartek podczas naprawy gazociągu przy ulicy Ludowej w Wałbrzychu. Zginął tam w płomieniach 48-letni mężczyzna.

- Cały czas jeszcze przesłuchujemy podejrzanych o nieumyślne spowodowanie śmierci mężczyzny. Dopiero po zakończeniu tych czynności, będzie można mówić o okolicznościach i przyczynach tego zdarzenia – tłumaczy Marek Bzunek, prokurator rejonowy w Wałbrzychu.

Jeden z pracowników był pijany

Prokuratura postawiła zarzuty dwóm kolegom zmarłego pracownika wałbrzyskiego zakładu gazowniczego. W chwili tragedii pracowali przy gazociągu razem z ofiarą wypadku. Jeden z pracowników ekipy był nietrzeźwy. Miał pół promila alkoholu w wydychanym powietrzu.
Do dramatycznych wydarzeń doszło, kiedy 48-letni mężczyzna spawał znajdujący się w wykopie gazociąg. W rurze nie powinno być gazu, bo jego dopływ był zamknięty. Jak ustalili policjanci – w części gazociągu przy ulicy Reja nastąpiło otwarcie gazu na zasuwie, to spowodowało niekontrolowany i intensywny wypływ gazu na ulicy Ludowej, gdzie pracował mężczyzna.

Nie miał szans

Tuż po tragedii pracownicy ekipy byli przekonani, że ktoś kazał włączyć gaz, bo nie wiedział, że przy rurociągu są jeszcze pracownicy.
- Nie było żadnych szans, aby mu pomóc. Cały się palił, a słup ognia sięgał ośmiu metrów. Nie mogliśmy nawet zeskoczyć do wykopu, bo też byśmy się spalili. Jesteśmy w szoku – mówili przerażeni koledzy spawacza. Jak dodają, był wieloletnim i doświadczonym pracownikiem.
Zakład gazowniczy nie komentuje tych dramatycznych wydarzeń. Jedyną informację, jaką przekazano,to to że szefowie są nieosiągalni, bo trwają wielogodzinne narady w sprawie tragedii i że trwa ustalanie jej przyczyn.

Bada inspekcja pracy

Sprawę bada też Państwowa Inspekcja Pracy w Wałbrzychu. Jak informuje inspektor Jarosław Kruszyński, nie powinno być problemów z ustaleniem okoliczności i przyczyn wypadku. Powinny być one znane w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Tyle czasu ma też zakład gazowniczy na przekazanie do PiP dokumentacji powypadkowej. Winnym śmierci pracownika zakładu gazowniczego grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.

Autor artykułu: Ada Szurman

Czas konkursu

Saturday, November 22nd, 2003

Festiwal Slamdance Poland we Wrocławiu

Na rozpoczętym w piątkowe popołudnie 8. Wrocławskim Festiwalu Filmowym – Slamdance Poland w kinie Warszawa w sobotę i niedzielę pokazane zostaną wszystkie filmy konkursowe – łącznie 19 debiutanckich, niskobudżetowych produkcji polskich twórców niezależnych. Oprócz tego w programie imprezy są także animacje, teledyski, filmy o hip-hopie i sporo muzyki.

W sobotę w części konkursowej na dużej sali kina wyświetlone zostaną m.in. filmy “Los Chłopacos” Gerwazego Reguli, “Gonzales uber alles” Bartka Dąbrowskiego i “Anna Not Found” Bartka Kędzierskiego. W niedzielnym programie prezentacji konkursowych są natomiast m.in. “UFO” Mateusza Syrka, “Motór” Wiesława Palucha i “Łódź płynie dalej” Kordiana Piwowarskiego. Jury ogłosi werdykt późnym wieczorem, a ceremonię uświetni pokaz niemego duńsko-szwedzkiego filmu “Czarownice” z 1922 r., który budził wtedy tak duże kontrowersje, że w USA został mocno ocenzurowany. Muzyczna oprawę filmu przygotuje Pedro Gonzales Quartet.
Główny laureat konkursu, wybrany spośród zwycięzców kategoriach długi i krótki metraż, będzie mógł pokazać swój film na oryginalnym Slamdance Film Festival w amerykańskim Park City.
Oprócz konkursu organizatorzy festiwalu zapraszają na pokaz wideoklipów z przeglądu Astigmatic 2003, restrospektywę twórczości Johna Watersa, czołowego reprezentanta amerykańskiej awangardy filmowej, słynne hiphopowe produkcje “Wave Twisters”, “Graffiti Rock” i Wild Style”, a także pokaz klasycznych animacji z rosyjskiego studia Sojuzmultifilm.
Program festiwalu na stronie internetowej www.slamdance.pl

Autor artykułu: Adam Furyk

Magiczny Wrocław

Saturday, November 22nd, 2003

Ukazał się nowy album z fotografiami miasta

Wydawało się, że architektura Wrocławia jest tak obfotografowana, że stworzenie oryginalnego wizerunku miasta jest już niemal niemożliwe. (more…)

Najwięcej zarabia się we Wrocławiu

Wednesday, November 19th, 2003

Są wyniki internetowego badania płac na Dolnym Śląsku

2403 złote miesięcznie wynosi średnia płaca w województwie dolnośląskim – ogłosiły portale internetowe onet.pl i wynagrodzenia.pl. To znacznie mniej, niż mieszkańcy zarabiają Mazowsza, którzy otrzymują przeciętnie około 2900 złotych. Ale za to w samym Wrocławiu miesięczne zarobki przekraczają 3 tysiące.

Zgodnie z przeprowadzonym przez portale onet.pl i wynagrodzenia.pl internetowym badaniem płac, w województwie dolnośląskim najwyższe przeciętne zarobki otrzymują osoby zatrudnione w branży IT (nowe technologie). Średnio jest to 2885 złotych miesięcznie.
W płacowym raporcie tuż za nimi znajdują się pracownicy sektora przemysłowego, których wynagrodzenia wynoszą przeciętnie 2878 zł. Ponad 400 złotych mniej zarabiają ludzie z branży logistycznej (2441 zł). Zajmujący czwarte miejsce na liście handlowcy otrzymują średnio 2235 zł. Piąte przypadło bankowcom (2092 zł).
Nieco mniej zarabiają zatrudnieni w firmach usługowych (2079 zł) i budownictwie (2069 zł). Na szarym końcu zaś znajdują się pracownicy sektora publicznego. Ich przeciętna płaca to 1972 zł miesięcznie.
Według raportu, płace w stolicy Dolnego Śląska są zdecydowanie wyższe, niż w całym województwie. Najwięcej zarabiają tutaj bankowcy – średnio 3184 zł miesięcznie, niewiele mniej osoby zajmujące się handlem (3147 zł). Na trzecim miejscu są pracownicy branży IT (3096 zł). Poniżej trzech tys. złotych zarabiają przeciętnie zatrudnieni w przemyśle (2861 zł), usługach (2821 zł), budownictwie (2646 zł) i telekomunikacji (2566 zł). Na końcu listy plasują się pracownicy służby zdrowia (2429 zł), transportowcy (2394 zł) i pracownicy sektora publicznego (2329 zł).
Dla porównania, zgodnie z badaniami Głównego Urzędu Statystycznego, przeciętne krajowe wynagrodzenie w drugim kwartale 2003 roku wyniosło 2141,01 zł. Warto jednak pamiętać, że dane wynikające z raportu portali mogą się nieco różnić od oficjalnych danych urzędu. Dlaczego? Otóż wśród badanych dominowały osoby z dostępem do internetu. Nie jest to jednak grupa reprezentatywna dla całości społeczeństwa. Niestety, bo zarobki tej grupy są wyraźnie wyższe.

Autor artykułu: Jakub Żołnierczyk

Trudny dialog z zamkniętymi drzwiami

Wednesday, November 19th, 2003

Demonstracjami pod lokalami McDonaldsa “Solidarność” rozpoczęła serię protestów

Przez pół godziny związkowcy z “Solidarności” pikietowali wczoraj w czterech dolnośląskich miastach restauracje McDonalds. Dni protestu przeciwko polityce społecznej rządu nieprzypadkowo rozpoczęto od lokali amerykańskiej sieci. Według związkowców, ta firma stała się symbolem łamania praw pracowników.

W październiku 10 pracowników koncernu ze Świdnicy założyło związek zawodowy. Wkrótce po tym dostali wypowiedzenia z pracy. Szefostwo firmy tłumaczyło, że to przypadkowa zbieżność sytuacji, a zwolnienia spowodowane były nie działalnością związkową, lecz okradaniem firmy przez pracowników. Wczoraj to tłumaczenie podtrzymał rzecznik McDonalds. Jednak “Solidarność” ujęła się za wyrzuconymi z pracy ludźmi. Po skardze, jaką napisała do rządu, ministerstwo pracy zleciło przeprowadzenie szczegółowych kontroli w lokalach firmy.

Tych klientów nie obsługujemy

Wczorajsze pikiety zorganizowano we Wrocławiu, Legnicy, Lubinie i Głogowie. Najliczniejsza była demonstracja na wrocławskim Rynku, gdzie pod restaurację McDonalds przyszło około 100 ludzi, głównie związkowców z transaprentami. – Jako związek trzykrotnie prosiliśmy zarząd firmy o spotkanie i rozmowę na temat przestrzegania praw pracowników, ale nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Może teraz rzecznik McDonalds, który przyjechał z Warszawy, wyjdzie i porozmawia z nami – zachęcał przez głośniki Jarosław Krauze z zarządu regionu dolnośląskiej “S”.
W tym czasie przy drzwiach do restauracji czuwali już wynajęci przez McDonalds ochroniarze. Nikt poza klientami McDonalds nie wyszedł na zewnątrz. Nie pomagało pukanie do zamkniętych drzwi lokalu. Związkowcy wsunęli więc list do kierownictwa McDonalds przez szparę pod drzwiami. Nikt go jednak nie przeczytał, bo został sprzątnięty do… kosza na śmieci.

Ludzie wyjdą na ulice

Uczestnicy pikiety ustawili się przed pręgierzem. – Może przydałoby się postawić tu szefostwo McDonalds. Ale ta firma to tylko symbol pracodawcy szykanującego pracowników – mówił Janusz Łaznowski, szef zarządu regionu NSZZ “Solidarność”. Dlatego “Dni protestu przeciwko antyspołecznej polityce rządu” odbywać się będą w całym kraju, nie tylko pod siedzibami firm, lecz także po urzędami. Związkowcy mówią, że nie tylko oni, ale większość pracowników, ma już dość traktowania ich po macoszemu. – Ludzie są zdeterminowani i chcą ulicznych protestów. Tylko tak mogą pokazać, jak bardzo nie zgadzają się z działaniami i propozycjami rządu. Te protesty mogą być jedynym sposobem na zwrócenie uwagi na problem – tłumaczy Łaznowski.
Czego domagają się od rządu związkowcy? Przede wszystkim bezwględnej ochrony wypłaty pensji, zabezpieczeń dla ludzi zwalnianych z pracy, w tym zasiłków i świadczeń przedemerytalnych, które chce zlikwidować wicepremier Jerzy Hausner.

Prędzej odejdzie niż ustąpi

- Większość związkowców chyba zdaje sobie sprawę, że wywoływanie dzisiaj zadymy może po prostu nie zakończyć się sukcesem – mówi Leszek Karwowski z komitetu ds. zatrudnienia, który doradza wicepremierowi. Jego zdaniem nie ma szans na spełnienie żadań związkowców, bo Hausner się nie ugnie. – Prędzej sam odejdzie. Nie ma innego wyjścia niż realizacja zaplanowanych reform – ocenia Karwowski.
Reform, czyli planu oszczędnościowego, który zakłada cięcia wydatków socjalnych na niespotykaną dotąd skalę.

Autor artykułu: Bartosz Wawryszuk, Wojciech Szymański

Czterysta tirów czekało na odprawę

Wednesday, November 19th, 2003

KUDOWA ZDRÓJ Kolejki z powodu czeskiego święta narodowego

Blisko czterysta samochodów ciężarowych stało wczoraj przed przejściem granicznym w Kudowie- Słonem. Powodem tak ogromnej kolejki było święto narodowe w Republice Czeskiej.

Samochody ciężarowe w związku z tym nie przejeżdżały przez granicę. Kierowcy oczekiwali ponad dwadzieścia godzin na odprawę celną. Zdaniem kierujących i celników, jest to rekordowy czas oczekiwania w historii tego przejścia. Normalnie samochody ciężarowe i osobowe odprawiane są na bieżąco. Na przejściu mówią, że dzisiaj sytuacja wróci do normy.

Autor artykułu: Joanna Kasprzak

Kiepski koniec kiepskiej rundy

Monday, November 17th, 2003

Miedź uległa na wyjeździe Rozwojowi

Miało być miejsce w czołówce, będzie ciężka walka o uchronienie się przed spadkiem. Miedź po przegranej w Katowicach z Rozwojem zakończyła rundę na dwunastym miejscu w tabeli.

– Po raz któryś przyczyna naszej porażki jest prosta. Nie mamy napastników, którzy potrafiliby wykorzystać sytuacje. Rozwiązanie problemu wydaje się proste. Trzeba kupić napastnika. Tylko skąd wziąć na to pieniądze? Nie ma co ukrywać, że ta runda była dla nas bardzo nieudana. Nie wiem, czy pozostanę na stanowisku trenera. Nikt mi nie powiedział, że będę dalej pracował, ale też nikt mnie nie zwolnił. We wtorek będziemy mieli w Miedzi posiedzenie zarządu. Liczę na to, że po nim będę mądrzejszy, bo być może zapadną na nim jakieś decyzje kadrowe – powiedział szkoleniowiec legniczan Józef Klepak.
Legniczanie grali nieźle przez pierwsze pół godziny, ale w 33 min. stracili gola. Zaczęło się od straty Węgłowskiego, który następnie sfaulował szarżującego zawodnika gospodarzy 18 m od własnej bramki. Rzut wolny wykonywał Rajman. Uderzył precyzyjnie w górny róg, nie dając szans Przykłocie. W końcówce goście odkryli się, narażając się na kontrataki gospodarzy. Rozwój trzykrotnie groźnie skontrował, aż wreszcie za czwartym razem zdobył bramkę. W 86 min. w sytuacji sam na sam znalazł się Derek i nie zmarnował okazji.
Rozwój Katowice – Miedź Legnica 2:0 (1:0). Bramki: Rajman (33), Derek (86). Żółte kartki: Przykłota, Łacina, Kotlarski (Miedź). Sędziował Władysław Łężny (Opole). Widzów 200.
Rozwój: Kolonko – Witkowski, Wil, Bosowski, Lis – Rajman, Polarz, Tomczyk (80-Kalinowski), Wróbel – Buffi (81-Derek), Laszczyk (46-Kwiatkowski).
Miedź: Przykłota – Madera (82-Akacki), Kotlarski, Połubiński, Murat – Węgłowski (46-Strożek), Dymkowski, Majka, Łacina – Kupis (75-Halkowicz), Robak.

Autor artykułu: Michał Guz

Nieudany rewanż

Monday, November 17th, 2003

PIŁKA NOŻNA III liga. Słabe zakończenie rundy jesiennej we Wrocławiu.

Piłkarze Śląska nie zrewanżowali się Promieniowi Żary za lipcową porażkę w Pucharze Polski. Tym razem konfrontacja między tymi drużynami zakończyła się remisem 1:1 (0:1). Mimo podziału punktów wrocławianie awansowali na drugą pozycję w tabeli, dającą na zakończenie sezonu prawo do gry w barażach.

Gdyby doszło do nich już dziś, Śląsk o wejście do drugiej ligi rywalizowałby z ŁKS Łódź.

Pomyłka sędziego

Choć zawodnicy Śląska zapowiadali, że w ostatnim w tym roku meczu będą się chcieli zrehabilitować przed własną publicznością za opolską wpadkę, zadanie to okazało się ponad ich siły. Goście, którym wcześniej nie udało się z wyjazdu przywieźć nawet punktu, zaskoczyli wrocławian otwartą grą, jakiej trudno było się dopatrzeć u poprzednich zespołów odwiedzających stadion przy ul. Oporowskiej. Natomiast na postawie gospodarzy wyraźnie odbijał się brak przedsezonowych przygotowań z prawdziwego zdarzenia – na tle rywali brakowało im świeżości, a przede wszystkim dokładności.
Juz pierwsza akcja Promienia pokazała, że goście nie przyjechali się tylko bronić. W 5 min. Łabul otrzymał dokładne podanie z głębi pola, jednak jego strzał głową przeszedł obok słupka. Chwilę poźniej dwie doskonałe okazje mieli gracze Śląska. Najpierw po dośrodkowaniu Małeckiego głową uderzał Wielgus, następnie Kosztowniak mocno strzelał po ziemi – za każdym razem górą w tych pojedynkach był bramkarz. W 22 min. po dwójkowej akcji Kosztowniaka i Wielgusa piłka trafiła do Struzika, który w sytuacji sam na sam musiał uznać wyższość Kowalczyka.
Gdy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się bezbramkowym remisem, Tychowski mierzonym uderzeniem głową dał prowadzenie gościom. Odpowiedź Śląska była natychmiastowa – po strzale Wielgusa piłka znalazła się w bramce, jednak asystent sędziego dopatrzył się pozycji spalonej, choć napastnik gospodarzy w momencie podania wbiegał z głębi pola i o spalonym nie mogło być mowy.

Uratowany remis

Po przerwie gospodarze wyszli na murawę bardziej zmotywowani i szybko zepchnęli rywali do głębokiej defensywy, jednak rzadko stwarzali dogodne sytuacje. W 48 min. Wielgus mógł zdobyć wyrównującą bramkę, jednak w doskonałej sytuacji trafił prosto w bramkarza. Kwadrans później Samiec z rzutu wolnego trafił w poprzeczkę.
Wreszcie w 78 min. piłka dosyć przypadkowo trafiła do Kosztowniaka. Rosły napastnik przedarł się środkiem pola karnego, ograł dwóch obrońców Promienia, zajętych sygnalizowaniem pozycji spalonej Kosztowniaka i spokojnie trafił do bramki. Sędzia, mimo protestów gości, po konsultacji z asystentem uznał bramkę. Śląsk nie był jednak w stanie pójść za ciosem i ostatnie minuty spotkania upłynęły pod znakiem przewagi Promienia.

ŚLĄSK WROCŁAW – PROMIEŃ ŻARY 1:1 (0:1)

Bramki: dla Śląska – Kosztowniak (78); dla Promienia – Tychowski (43). Żółte kartki: Flejterski (Śląsk); Gogola (Promień). Sędziował Tomasz Piróg (Kraków). Widzów 1500.
ŚLĄSK: Janukiewicz – Wróbel, Ignasiak, Tęsiorowski (79-Iwan), Samiec – Małecki (66-Kowalczyk), Sztylka, Flejterski (66-Szewczyk), Wielgus – Kosztowniak, Struzik (57-Sasin).
PROMIEŃ: Kowalczyk – Jędrzejewski, Kozioła, Tychowski, Kopernicki – Gogola, Dudek, Jakubik, Siemiński – Czyżyk (89-Gad), Łabul (83-Dewo).

Autor artykułu: Michał Mazur