LEGNICA Pożar zniszczył mieszkanie kobiety samotnie wychowującej piątkę dzieci
Marzena Wolf w ciągu kilku minut straciła dorobek życia. Pożar zniszczył mieszkanie. Spaliły się książki, ubrania dzieci, meble. Nawet kilkaset złotych zapomogi, którą gospodyni dostała z pomocy społecznej.
Pożar wybuchł w piątek wieczorem w poniemieckiej kamienicy przy ulicy Rzemieślniczej, na pierwszym piętrze.
Nic nie zabrali
- Chyba ogień wybuchł od instalacji elektrycznej – zastanawia się Marzena Wolf. – Byłam w domu z trójką najmłodszych dzieci. Wybiegliśmy z mieszkania. Nic nie udało nam się zabrać.
Pożar zauważyli patrolujący ulicę policjanci. Zadzwonili po straż pożarną. Strażacy ogień ugasili, ale nie udało im się uratować dobytku.
- Nie mam już nic – rozkłada ręce pani Wolf. – Nawet ubranie dla siebie pożyczyłam od sąsiadów. – Jak wyprawię dzieci do szkoły? Nie mam nawet ich w co ubrać.
Kobieta samotnie wychowuje piątkę dzieci. Najmłodsze ma pięć lat, bliźniaki są o rok starsze. Dwójka, w wieku dziewięciu i dziesięciu lat, chodzi do szkoły podstawowej. – Dzieci mieszkają u mojej mamy – mówi Marzena Wolf. – Ja nocuję w tym mieszkaniu, żeby ktoś nie rozkradł tego co pozostało.
A zostało tego niewiele. Kilka szafek w kuchni. Pralka automatyczna. Wszystko jednak jest czarne od dymu.
Los pogorzelca
- Wiem jak czuje się człowiek, któremu spaliło się mieszkanie – wyjaśnia Krystyna Tyc. – Przeżyłam to 14 lat temu. Chodziłam do prezydentów, ale nikt mi nie pomógł.
Pani Tyc o pożarze dowiedziała się w sobotę rano. Przyszła w niedzielę, aby pomóc w sprzątaniu. Wspólnie z nią w mieszkaniu uwijało się jeszcze kilku innych znajomych. Wynosili spalone meble. Zdzierali boazerie. Sprzątali.
- Tu wszystko jest przesiąknięte smrodem – tłumaczy Andrzej Bielański, kolega pani Wolf. Bez generalnego remontu nie ma co marzyć o mieszkaniu tutaj. Tylko skąd kobieta wychowująca samotnie piątkę dzieci ma mieć na to pieniądze?
Ireneusz Sobiński, który wynosił pudło ze śmieciami, był zdziwiony, że sąsiedzi z kamienicy nic nie pomagają. – My przyszliśmy z innych dzielnic. Jakaś dziwna znieczulica tutaj panuje.
- Sąsiedzi uważają, że ja jestem winna – przekonuje Marzena Wolf. – I są na mnie źli. Tylko, że ja nic nie zrobiłłam. Padło na mnie, a równie dobrze mogło się spalić mieszkanie sąsiada.
Proszę po świętach
Czy urzędnicy próbowali pani pomóc?
- Po ugaszeniu pożaru przyjechał kierownik z Oddziału Gospodarki Mieszkaniowej – opowiada Marzena Wolf. – Powiedział mi, żebym zgłosiła się po świętach, czyli w środę.
Pani Wolf pożyczyła ubrania dla dzieci od znajomych. – Nie mam nawet paru groszy, żeby kupić coś do jedzenia – skarży się kobieta. Skąd weźmie na książki i zeszyty dla dzieci?
- A za co wyremontuję mieszkanie? Za co kupię okno, drzwi? Nie mówiąc już o meblach.
- Powinni Marzenie na czas remontu dać jakieś mieszkanie zastępcze – dorzuca Andrzej Bielański. I w jakiś sposób jej pomóc.
Na pewno pomożemy
Z dymem poszły też wszystkie dokumenty. Książeczki ubezpieczeniowe. Stopiła się instalacja elektryczna. Nie ma gazu. – Nawet straciłam 260 zł, które tego dnia dostałam z pomocy społecznej – mówi pani Wolf. – W poniedziałek pójdę do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Może dostanę jakąś zapomogę?
- Panią Wolf nie zostawimy samej sobie – powiedziała nam w niedzielę Dorota Purgal, zastępca prezydenta Legnicy. – Właśnie wybieram się z wizytą do niej. Rozmawiałam już z dyrektorką szkoły, do której chodzą jej dzieci. I na pewno otrzymają pomoc.
Pani prezydent zapewniła też, że w poniedziałek odwiedzą pogorzelców pracownicy MOPS. – Z dyrektorem Zarządu Gospodarki Mieszkaniowej uzgodniliśmy, że pracownicy ZGM wyremontują pokój, który się spalił.
Czytelników, którzy zechcieliby pomóc rodzinie Wolfów, prosimy o pilny kontakt z redakcją.
Autor artykułu: Zygmunt Mułek